![]() |
![]() | |
- I co ja ci mówiłem o zygzakowaniu, synu? - Nie mogłem, tato. Było ich czterech, i każdy większy ode mnie. - To źle, chłopcze. Ale w życiu napotkasz jeszcze wiele większych od ciebie rzeczy. Jak masz zamiar dać sobie z tym radę? Sten namyślał się przez chwilę. - Nie wyglądają tak strasznie, kiedy patrzy się na nich od tyłu, prawda, tato? - Co za paskudna myśl, Karl. Paskudna. Zwłaszcza że prawdziwa. Sten wstał. - Dokąd idziesz? - Ja... chciałem iść się bawić. - Nie. Niech najpierw zniknie ten siniak pod okiem. I niech ludzie zapomną. | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
Dwa tygodnie później jeden z tych czterech chłopców wspinał się po linie podczas ćwiczeń. Lina pękła. Spadł z wysokości sześciu metrów na stalową podłogę. Trzy dni później dwóch innych buszowało po nie wykończonym korytarzu. Pewnie mieli po prostu pecha, bo stali pod ścianą, której wsporniki nie wytrzymały. Kiedy wypuszczono już chłopców ze szpitala, Doradca udzielił ich rodzicom nagany. Przywódca atakujących Stena także nie miał szczęścia. Wracał do domu późnym wieczorem i ktoś pobił go do nieprzytomności. W wyniku przeprowadzonego śledztwa Doradca stwierdził, że sprawcą prawdopodobnie był Buntownik, członek jednego z młodzieżowych gangów buszujących po opuszczonych sektorach Vulcana, taki typ o jeden krok od prania mózgu. Wyjaśnienia Doradcy przyjęto do wiadomości. Stena już zawsze pozostawiano w spokoju. | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
- Karl, chciałbym chwilę z tobą porozmawiać. - Tak, tato? - Ja i inni byliśmy na spotkaniu z Doradcą. - Och. - Zastanawiasz się pewno, czego chciał. - Tak. No tak. Jasne, że o tym myślę. - I nie masz najmniejszego pojęcia, o co chodzi? - Nie, tato. - Tak właśnie myślałem. Zdaje się, że jakiś młody Mig wynalazł coś. Jakiś rodzaj rozpylacza. Nie wiesz może czegoś na ten temat, chłopcze? - Nie, tato. - No pewno. Ten rozpylacz śmierdzi jak... no, tak jak wtedy, kiedy zbiornik ścieków wylał się na Korytarz Tysiąc Osiemset Czterdziesty Piąty. Pamiętasz to? - Tak, tato. - Coś cicho jesteśmy dzisiaj, synku, co? Idźmy dalej. A więc ktoś poszedł i spryskał tym Doradcę i czterech z jego pomocników. Spryskał ich portki, kiedy usiedli. Skrywasz uśmiech, czy mi się tylko tak wydaje? - Nie, tato. - Tak myślałem. Doradca zażądał, by rodzice przeprowadzili dochodzenie, po czym oddali tak aspołeczne dziecko w ręce sprawiedliwości. - Co masz zamiar zrobić, tato? - Już zrobiłem. Poszedłem do biblioteki. Twoja mama rozmawiała z bibliotekarzem, a ja przejrzałem fiszki, żeby sprawdzić, kto ostatnio czytał podręczniki do chemii. - O. - Tak. O. Niestety, wyszedłem i zapomniałem oddać te fiszki. Sten siedział cicho jak mysz pod miotłą. - Mój ojciec powiedział mi kiedyś, że zanim zacznę kogoś podpalać, powinienem najpierw sprawdzić, czy co najmniej sześciu innych ludzi nie ma pochodni w swojej skrzynce z narzędziami. Czy rozumiesz, o czym mówię? - Tak, tato. - Tak też mi się zdawało. | ||
![]() |
![]() |